wtorek, 8 sierpnia 2017

Od Raphael'a

Warknąłem i walnąłem go łapą. Wiedział że jestem górą, przegrana jest tuż tuż. W ciemnej uliczce dopadł mnie jakiś kundel, polujący na nie wiadomo co. Nadal cieszę się z ucieczki, dom to nie było miejsce dla takiego psa jak ja. Tym kretynom chodzi tylko o pieniądze.
-Spieprzaj. -ten sam pies którego walnąłem łapą, sypał już bluźnierstwami.
Zaśmiałem się w dziwny dość sposób, kierując wzrok na tego patafiana. Zaatakować mnie, to bardzo zły krok. No na jego nieszczęście, nie da się go cofnąć.
-Chciałbyś...-szepnąłem odpychając jego atak.
Ten byk był większy ode mnie o dwa razy, może nie potrafił się bić i z tego wynika moja przewaga? Niedawno nauczyłem się dopiero żyć jako dziki pies, dawać sobie radę z takimi natrętami jak ten. Zero litości, zero litości. Gościu spojrzał mi w oczy, dziwnie się poczułem i odskoczyłem od niego. Zamarł, po prostu zamarł. Utrzymując odpowiednią odległość stałem i patrzyłem.
-Ej!-krzyknąłem widząc że się nie rusza.
To jakiś rąbany podstęp! Jestem tego pewien, tak na 99.9% Podszedłem bliżej , wcześniej nie mając takiego zamiaru. Zastygł, jak posąg. Wybałuszyłem oczy na wierzch widząc to dziwne zjawisko, w końcu nie pogryźliśmy się tam bardzo. Nie chciałem go od razu zabijać, darować że na mnie napadł. Z podkulonym ogonem poszedłem dalej. Miałem na sowim ciele plamy krwi, obliznąłem się kiedy przechodził obok mnie sporawy pies. Dog Niemiecki jak się patrzy. Spokojnie przechodzę sobie obok jakiegoś budynku, gdy słyszę krzyki, piski, błagalne wołanie. Zatrzymałem się przed budynkiem, okna były zasłonięte jakimś kartonem. W środku było sporo psów, mój nos to wyczuł. Pewnie jakieś nielegalne walki.
-Ej! Co tam robisz kundlu?!-głos jakiegoś psa wyrwał mnie z wsłuchiwania się w odgłosy dochodzące ze środka.
-Sam jesteś kundel!-krzyknąłem , dopiero obracając się w jego stronę.
No i miałem racje, był zwykłym kundlem. Nie jestem z tych co mają coś do mieszańców, ten mnie wkurzył.
-Oddal się jeśli Ci życie miłe, bo mój Pan zrobi sobie z Ciebie szaliczek.-wybuchł ze śmiechem.
-Ze mnie? A może z Ciebie? Masz zaskakująco ładne futro.-udawałem jakby nic między nami nie zaszło.
-O dzięki, może masz racje. -odpowiedział jak zwykły idiota, zaczynając oglądać swoje futro.
Nie mogłem wyrobić ze śmiechu, tarzałem się jak jakiś debil w trawie. On podbiegł do mnie a ja zacząłem się wydzierać:
-Ło ło ło!-wstałem szybko.
Zacząłem biec, nie żebym był tchórzem. Nawet tak nie myślcie. Stanąłem w drzwiach, rozpędzony pies wybił głową drzwi, lub otworzył je. Jest różnica, były otwarte. To co zobaczyłem, zaskoczyło mnie w dość dużym stopniu.
-Co ja tu widzę...-wyszeptałem sam do siebie.
W środku kompletna masakra, pełno ciał oskórowanych psów. Właśnie zabijali szczeniaka, ludzie...ludzie ! Jak mogli się do tego posunąć, musieli być zdesperowani. Warkot roznosił się po budynku, należał on do mnie. Zawsze zachowuje zimną krew...Teraz się przyda. Ludzi było trzech, wokół trupy na jednej kupce , a na drugiej futro...skóra i co popadnie. Najbardziej zdziwiły mnie psie uszy i ogony! Kto to kupuje. Wszystkie oczy skierowane na mnie, teraz dopiero spostrzegłem tę postać. Jeszcze żyła! Pod nogami faceta stała klatka, bez wahania rozpędziłem się i walnąłem w nią. Człowiek się wywalił, moja głowa zaczęła pękać...
-Osz cholera. Nie wiedziałem że aż tak to będzie bolało.-powiedziałem masując łeb.
Oczy psa skierowane były w moją stronę. Wstałem obolały i pomogłem wstać nieznajomej, jak się okazało po odgłosach ubolewania. Wstała jednak nie z taką łatwością, musiała dostać niezły wycisk.
-Uciekaj..-szepnąłem czując jak ktoś łapie mnie za ogon.
Wyszła powoli spoglądając na mnie, zacząłem szczekać ile sił w płucach. Pies który ,,otworzył'' mi drzwi był nieprzytomny. Suczka uciekała, obróciłem się i ugryzłem faceta w rękę.
-Osz Ty kundlu!-krzyknął trzymając w drugiej ręce nóż.
Przełknąłem głośno ślinę, jednak z dzikim uśmiechem godnym psa. Ugryzłem go teraz ze zdwojoną siłą. Tym razem puścił a ja ruszyłem jak rakieta.
-Brać go patałachy!-znów krzyki.
Gonili mnie, niedaleko szła suka. Zrobiłem to co musiałem, pobiegłem w inną stronę. Nazywają mnie kundlem, niech mają. Po kilku minutach ciągłego biegania udało mi się ich zgubić.
-Hehehehe, nareszcie.-wyziapałem.
Skierowałem się w stronę budynku, w którym zastałem to wszystko...szkoda gadać. Koło jednego z drzew leżała tamta samica.
-Żyjesz?!-podbiegłem i dotknąłem ją łapą.
Była dość zimna, wziąłem ją na grzbiet. Opuszczony dom był daleko stąd, dotarłem tam z trudem. Sunię położyłem na starym dużym fotelu, wtedy obudziła się...Byłem ciekawy co robiła w mieście. 

*Przypominam że Raph nie jest jeszcze w sforze, tylko wiedzie uliczne życie

(Jakaś dama w  opałach odpisze? )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz